t

Co łączy Van Gogha, Picasso, Hemingwaya i Chatwina? Notatnik ich łączy! Na dodatek jest to, w dużej mierze za ich sprawą, legendarny notatnik Moleskine. Niedawno udało mi się takowego nabyć. Poniżej opisałem historię tego zakupu oraz samego szkicownika i jego marki.

Moleskine Van Gogha

Moleskine to rezerwuar pomysłów i uczuć, będący akumulatorem przechowującym odkrycia i spostrzeżenia, którego energia może zostać wykorzystana w każdym momencie — tak zostało napisane w ulotce, znajdującej się wewnątrz Moleskinea.

Poszukiwania i zakup

Od jakiegoś czasu poszukiwałem szkicownika, który byłby mały, wygodny, solidny i nadawał się do rysowania (gładki papier, o wysokiej gramaturze, żeby nic nie przebijało i nie było efektu kalki). Bezowocnie przeszukałem wiele sklepów papierniczych w Krakowie, aż w końcu postanowiłem zdać się na dobrodziejstwo sieci i zakupów zdalnych. Wcześniej nie chciałem tego robić, aby nie kupować przysłowiowego kota w worku. [ Czytaj dalej... ]

Jak to mam w zwyczaju postanowiłem sprawdzić czy są na rynku szkicowniki o nieposzlakowanej opinii — szybko okazało się, że są. Dowiedziałem się również, że są produkowane przez włoską firmę Modo & Modo oraz, że Polsce oficjalnym dystrybutorem jest Księgarnia Czuły Barbarzyńca z Warszawy, który swoich partnerów ma również w Krakowie (Księgarnia Znak, Księgarnia InterBook, Muzeum Galicja).

Moleskine zamknięty

Moim celem był kieszonkowy szkicownik. W InterBooks były takowe, ale tylko w edycji jubileuszowej Van Gogh (kolorowe okładki) — ja chciałem klasyczny, czarny, który znalazłem w księgarni Znaku.

Właściwości

Cechy i właściwości mojego Molesiknea (Pocket Sketchbook) to:

  • twarda oprawa,
  • zszywane kartki o wysokiej gramaturze,
  • po rozłożeniu można wykorzystywać obie strony do szkicowania,
  • zakładka (wstążka),
  • gumka zapobiegająca otwieraniu się szkicownika,
  • zaokrąglone rogi,
  • poręczna kieszonka zintegrowana z tylną okładką — doskonała na przechowywanie pojedynczych kartek papieru,
  • osiemdziesiąt stron (czyli czterdzieści kartek),
  • ręczna robota,
  • gwarancja,
  • klimatyczność (aż chce się rysować!).

Moleskine otwarty

Za wadę można uznać cenę, która oscyluje w okolicy trzydziestu złotych, jednak nie drgnęła mi ręka kiedy stałem przy kasie, bo wiedziałem, że płacę za wysoką jakość wykonania, ogromne walory praktyczne i oczywiście za nazwę (która jednak wyzwala pozytywne skojarzenia). Gwarancja polega na tym, że wadliwym egzemplarzom robimy zdjęcie (pokazujące daną wadę), wysyłamy je na adres mailowy Modo & Modo, a oni odsyłają nowy, sprawny egzemplarz na podany przez nas adres!

Moleskine w użyciu

Wszechstronne zastosowanie

Molesikne to jednak nie tylko szkicowniki, które występują również w wersji regularnej (nie kieszonkowej) oraz jako szkicowniki do malowania (inny układ, nieprzepuszczający i niemarszczący się pod wpływem wody papier). Są klasyczne liniowane (i nie tylko) notatniki, pamiętniki, organizatory, książki adresowe, notatniki reporterskie (takie otwierane do góry) oraz przewodniki. Te ostatnie są dla mnie genialnym pomysłem. Są w nich mapki, ale nie ma tekstu — piszemy go sobie sami, a na mapkach (dzięki kalkom umieszczonym przed kartką z sama mapą) możemy zaznaczać ważne miejsca lub wytyczać sobie trasę. Doskonałe dla lubiących dużo podróżować i samodzielnie odkrywać zakątki i sztandarowe lokalizacje najbardziej znanych miast świata.

Historia w skrócie

W samym szkicowniku odnalazłem ulotkę opisującą historię Moleskinea — oto czego się dowiedziałem.

Pierwotnie były produkowane przez francuskich introligatorów, którzy zaopatrywali w nie sklepy w Paryżu, skąd trafiały w ręce awangardy dwudziestego wieku. W 1986 ostatni sklep sprzedający notatniki został zamknięty, a Chatwin kupił sobie ich setkę — na podróż do Australii.

W 1998 małe wydawnictwo z Mediolanu przywróciło Moleskinea do życia i od tego czasu znów legendarne notatniki wędrują z jednej kieszeni do drugiej okrążając nasz glob w poszukiwaniu inspiracji i przechowując ulotne spostrzeżenia i pomysły. Aż się łezka w oku kręci (heh!).

***

Jestem przekonany, że moim kolejnym notatnikiem również będzie Moleskine.

Moleskine, legendarny notatnik

Otagowane: , , , , , , , , , , , on 06.11.2007 - autor: lukasztyrala

7 komentarzy

Odpowiedzi: 7 do “Moleskine, legendarny notatnik”

  1. tez mam moleskina. małe czerwone limitowane cudeńko. red is new black.

  2. mam trzy notatniki Adress-Book żółty zielony i czarny.Są piękne.

  3. Dostałem takie czerwony z limitowanej kolekcji w konkursie, pomyślałem sobie że się nie wysilili za bardzo, ale gdy się przyjrzałem doszłem do wniosku że jednak jest wspaniały.

  4. Dzięki! Szukam tego cuda po Krakowie jak głupia – w InterBooku wybór żaden, ale teraz dowiaduję się, że są też w Znaku – dziś tam biegnę!
    Pozdrawiam,
    Alt.

  5. Ciekawa strona, trafilem tu przypadkowo, ale od dzis bede wpadal czesciej, pozdro

  6. Heh, ja od czterech miesięcy poluję na jednego specyficznego Moleskina (Plain, Large 240 stron, z twardą czarną oprawką i gumką) i nie mogę go dostać nigdzie w Europie. Ale nie poddaję się, zawsze zostaje mi zamówienie u producenta :P

  7. [...] Moleskine – klasyczny notatnik z duszą. W dobie dzisiejszych palmtopów, palmofonów, iphone’ów jeszcze nic nie przeskoczyło funkcjonalności najprostszego notatnika. Ludzie szukają cudownych rozwiązań-programów płacąc za nie gruby szmal, kiedy prosty notatnik za 30zł jest w stanie zapewnić im 90% funkcji, których potrzebują. Jego największe zalety? Jest nieduży, klasyczny, ma swoją historię (co bardzo motywuje do korzystania z niego) i świetnie się w nim pisze. Do czego ja go używam? Do wyrzucania z głowy swoich myśli, a właściwie do przelewania ich na papier. [...]

Dodaj komentarz